Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 października 2026

DELTIOLOŻKA CZYLI FILOKARTYSTKA

Dziś z okazji Światowego Dnia Pocztówki opowiem co nieco o moim hobby jakim jest zbieranie pocztówek, a które fachowo nazywa się deltiologią lub filokartystyką.

Pocztówka reklamująca internetowy sklep z pocztówkami.

Początki kolekcjonerstwa kart pocztowych

Okresem największego zainteresowania pocztówkami w większości krajów europejskich  był przełom XIX i XX wieku oraz pierwsze lata XX wieku. W tamtym czasie kartki pocztowe stały się obiektem pożądania wielu kolekcjonerów, którzy zrzeszali się w tzw. kółka filokartystów. Zapanowała wówczas nie tylko moda, ale wręcz, jak pisała ówczesna prasa "mania pocztówkowa", która opanowała niemalże wszystkie klasy społeczne. Powstawały czasopisma poświęcone filokartystyce, organizowano wystawy międzynarodowe, na których eksponowano ilustrowane karty pocztowe, a miłośnicy pocztówek pisali na ich cześć ody i sonety.

Tekst zamieszczony w "Gazecie Lwowskiej" z 1900 r.
Zdjęcie pochodzi z publikacji K. Pająk Wawel na dawnej pocztówce.

Deltiologia dziś

Obecnie, choć dawno minęła już moda na kartki pocztowe, deltiologia jest nadal popularnym hobby kolekcjonerskim. Wg niektórych źródeł zbieranie pocztówek ustępuje miejsca jedynie filatelistyce i numizmatyce.

Miłośnicy pocztówek od ponad dwudziestu lat mogą uczestniczyć w międzynarodowym projekcie pod nazwą Postcrossing. Jest to internetowy serwis społecznościowy zrzeszający osoby, które wysyłają i otrzymują pocztówki z całego świata. Obecnie w projekt ten zaangażowanych jest ponad 800 tysięcy uczestników z 209 różnych krajów.

Pocztówka wydawnictwa House of Postcard


Jak zaczęła się moja kolekcja?

Przede wszystkim muszę powiedzieć, że jestem prawdziwym chomikiem, który lubi sobie chować różne rzeczy na "wieczną pamiątkę". Hm, wiem, że nie zawsze jest to chwalebna cecha... ale taka już jestem i chyba się nie zmienię!

Tak więc wszystkie pocztówki, które przychodziły do domu, ja skrzętnie gromadziłam. Było tych kartek niemało, bo w latach mojego dzieciństwa wysyłało się pozdrowienia z okazji świąt, imienin, urodzin i oczywiście z wakacji. Do tego doszły pocztówki mojej mamy, które dostawała jeszcze w czasach swojego panieństwa oraz zachowało się kilka kartek, które wysyłali moi rodzice. 

Mój zbiór znacznie się powiększył, gdy nasza sąsiadka robiła generalne porządki i chcąc pozbyć się swojej pokaźnej kolekcji widokówek, przekazała je mnie.

Gdy stałam się dorosła, na wiele lat porzuciłam moje hobby. Przez długi czas pocztówki leżały w przepastnej szufladzie i cierpliwie czekały aż znowu powrócą do łask. I wreszcie nadszedł ten wielki dzień. W Internecie natknęłam się na Postcrossing, zarejestrowałam się w serwisie i rozpoczęłam nowy etap przygody z pocztówkami, który trwa już dziesięć lat.

Pocztówka wydawnictwa Postal Shop

Czego potrzebuje kolekcjoner?

Jak każde hobby, również zbieranie pocztówek wymaga nakładu czasu i pieniędzy. Jednak w przypadku posiadania kolekcji potrzebny jest jeszcze jeden, dość istotny element: odpowiednia ilość miejsca. Jak, gdzie i w czym przechowywać swoje zbiory? Oto pytanie, które rodzi się, gdy kolekcja rozrasta się coraz bardziej.

W dużych segregatorach trzymam pocztówki z widokami  polskich miast i miejscowości. 
Również moje ulubione widokówki z okresu PRL.


Gdy rozpoczęłam wymianę postcrossingową, liczba pocztówek bardzo szybko wzrosła. Aby nad nimi zapanować postanowiłam umieszczać je w segregatorach. Wtedy też zabrałam się za porządkowanie starych zbiorów. Obecnie mam  ponad dwadzieścia różnych albumów, a jeszcze wiele moich kartek czeka w kolejce do posegregowania.

Albumy z pocztówkami podzielonymi tematycznie


Kolekcjonowanie i co jeszcze?

Pocztówka wydawnictwa House of Postcard


  • Oprócz zbierania kartek uwielbiam je również  pisać i wysyłać. Dlatego idea postcrossingu idealnie odpowiada moim potrzebom :)

  • Pocztówki inspirują mnie do poszukiwania wiedzy z różnych dziedzin i na różne tematy, o czym staram się pisać prowadząc niniejszego bloga :) 

  • Nawiązuję kontakty z innymi kolekcjonerami, oglądam ich blogi, łączy nas fascynacja pocztówkami :) 


Moje naj..?

Niektórzy filokartyści skupiają się na jednej wybranej tematyce pocztówek. Mnie właściwie podobają się wszystkie, aczkolwiek raczej nie wybieram kartek z początku XX wieku. Mam jeden albumik im poświęcony, ale nie powiększam tej kolekcji.

Moja pierwsza pocztówka zaadresowana do mnie.
Dostałam ją z okazji imienin od cioci i wujka, gdy miałam 8 lat. 


Największym sentymentem darzę kartki, które są adresowane do moich rodziców i do mnie, jeszcze z czasów mojej młodości. Zebrałam je w czterech albumach. I niezależnie, jakie przedstawiają obrazki z przodu, to najważniejsza jest ich tylna strona. Są tam zapisane słowa często od osób, które już odeszły, albo z którymi nie mam kontaktu na co dzień, bo nasze drogi się rozeszły: rodzina, koleżanki, koledzy, bliżsi i dalsi znajomi... 
Zawsze bardzo mnie wzruszają te pocztówki.

Pocztówka, którą moja mama wysłała mojemu tacie. Jeszcze zanim zostali małżeństwem.

Lubię również kartki z widokami polskich miast z okresu PRL. Część dostałam jeszcze w dzieciństwie od wspomnianej już sąsiadki, a wiele z nich kupiłam na pchlim targu. One najczęściej też są zapisane, tyle że przez osoby mi nieznane. Oglądając je zawsze zastanawiam się kim byli ludzie, którzy je pisali, co się z nimi stało, czy żyją jeszcze oni sami lub ich bliscy. Szczególnie podoba mi się specyficzna estetyka i konwencja, w której robiono zdjęcia umieszczane na widokówkach z tamtego okresu. To też wzbudza we mnie pewnego rodzaju nostalgię.

Moja kolekcja wciąż się powiększa :)

Cały czas wysyłam i otrzymuję pocztówki z różnych krajów w ramach wymiany postcrossingowej. 

Mam również grono wspaniałych Osób 💖, które zawsze pamiętają o mnie i o moim hobby, przysyłając lub przywożąc mi kartki ze swoich podróży. Bardzo, bardzo dziękuję Wam, moi Kochani!

Kilka (z wielu) pocztówek,  które ostatnio dostałam :)
😍

 Na koniec... autoreklama ;)
Oczywiście serdecznie zachęcam do czytania mojego bloga - to taka wersja dłuższa. 

Jest jeszcze od niedawna wersja krótsza, którą dostałam w prezencie od mojego syna (💗). To taki podręczny katalog pod nazwą "Regał kolekcjonerski". Można w nim oglądać te same pocztówki, które zamieszczam na blogu, ale bez mojego ględzenia ;)

https://pocztowki.info/


Z okazji Światowego Dnia Pocztówki pozdrawiam wszystkich sympatyków tego niezwykłego medium, tych, którzy wciąż kupują i wysyłają pocztówki. 

Przede wszystkim zaś, pozdrawiam kolekcjonerów (szczególnie moją znajomą filokartystkę Krystynę ☺), życząc im wspaniałych, ciągle powiększających się zbiorów pocztówek.


PS

Dziś mija 157 lat od wydania pierwszej na świecie kartki pocztowej. Ciekawe czy za 157 lat ludzie będą jeszcze wysyłać pocztówki ❓ 


wtorek, 8 lipca 2025

W KRAINIE WIELKICH JEZIOR

Na Mazurach byłam tylko jeden raz w życiu. Ale za to jako żeglarka! No, może raczej kandydatka na żeglarkę ;)

W drugiej klasie liceum wraz z koleżanką zapisałyśmy się na kurs żeglarski, którego część praktyczna miała odbyć się w czasie wakacji na mazurskich jeziorach.


POJEZIERZE MAZURSKIE
Na jeziorze Niegocin. Jezioro Święcajty. Ośrodek wypoczynkowy Fabryki Łożysk Tocznych w Kraśniku nad jeziorem Kisajno. Przystań żeglarska w Mikołajkach. Statek Żeglugi Mazurskiej na Kanale Niegocińskim.
fot. M. Raczkowski, A. Stachurski - wyd. KAW

 

Tak więc już pod koniec czerwca znalazłam się w przepięknym miejscu, w samym sercu Mazurskiego Parku Krajobrazowego, w maleńkiej osadzie o nazwie Kamień. Nasz obóz rozbiliśmy na skraju sosnowo - świerkowego lasu, nad brzegiem jeziora Bełdany.


POJEZIERZE MAZURSKIE
Jezioro Nidzkie
fot. L. Surowiec - KAW

Ćwiczyliśmy zwroty przez sztag i przez rufę na jachtach typu Omega, tudzież z zapałem zgłębialiśmy pozostałe tajniki sztuki żeglarskiej.


POJEZIERZE MAZURSKIE
Nad Jeziorem Nidzkim
fot. T. Zagoździński - KAW

Nasz obóz położony był na półwyspie, z dala od innych ośrodków czy kempingów. Aby dostać się na pocztę lub do sklepu, musieliśmy przepływać na drugą stronę jeziora. 

POJEZIERZE MAZURSKIE
Jezioro Kisajno
wg fotografii barwnej A. Stelmacha - Biuro Wydawnicze "RUCH"

Wspaniale wspominam tzw. wędrówki po najbliższych jeziorach zorganizowane dla wszystkich uczestników obozu.

Popłynęliśmy na kilkudniowy rejs przez kilka jezior: Bełdany, Guzianka Mała, Guzianka Wielka, aż do Jeziora Nidzkiego.

POJEZIERZE MAZURSKIE
Statek wycieczkowy na jeziorze Guzianka Wielka
wg fotografii barwnej A. Stelmacha - Biuro Wydawnicze "RUCH"

Ogromne wrażenie zrobiła na nas przeprawa przez śluzę pomiędzy jeziorem Bełdany i jeziorem Guzianka Mała.

POJEZIERZE MAZURSKIE
Przystań żeglarska stanicy wodnej PTTK nad Jeziorem Nidzkim
wg fotografii barwnej A. Stelmacha - Biuro Wydawnicze "RUCH"

Tamtego lata nie udało mi się zdobyć patentu żeglarza ani nigdy potem... Zainteresowanie żeglarstwem jakoś wygasło i już więcej nie pływałam na jachcie. Mimo to, pobyt na obozie wspominam jako wielką przygodę.

Byłam tak blisko przyrody, jak nigdy dotąd. Do naszego obozowiska przychodziły koniki polskie, las obfitował w jagody, a nocą, kiedy stałam na warcie, wsłuchiwałam się w plusk jeziora. O czwartej rano obserwowałam budzące się ptaki, wypływające z szuwarów i podziwiałam cudowne wschody słońca.

POJEZIERZE MAZURSKIE
Jezioro Śniardwy
fot. T. Andrzejczyk, R. Czerwiński, W. Łapiński, A. Stawicki, L. Surowiec - KAW

Rano słońce, rano pogoda,
idziemy do kąpieli.
Sama radość! Sama uroda!
Jak tu się nie weselić?

Z sosny słychać dzięcioła stuk.
A tutaj ryby bryzg! spod nóg.

Ech, bracia, wpław! I płynąć, pływać,
aż tam, gdzie z drugiej strony
wiatr, roześmiany wiatr przygrywa
na sitowia strunach zielonych.
(K.I. Gałczyński - Kronika Olsztyńska - fragment)


Pocztówki nr 1, 2 i 7 zostały wydane i wysłane w latach osiemdziesiątych. Pozostałe są z lat siedemdziesiątych.

piątek, 4 lipca 2025

WAKACJE NAD JEZIOREM

I znów wracam do widokówek z czasów PRL.  

A ponieważ lato się rozkręca (podobnie jak temperatury 😎), to proponuję wakacje nad jeziorem oraz trochę wspomnień... jak to  często u mnie bywa przy oglądaniu pocztówek sprzed kilkudziesięciu lat... 

Jezioro Rożnowskie

To pierwsze jezioro, nad którym spędziłam wakacje. Ale zanim tam pojechałam, najpierw nad Jeziorem Rożnowskim byli moi rodzice. Tam się poznali i zakochali.

Jezioro znajduje się niedaleko od Krakowa, w powiecie nowosądeckim. Powstało w wyniku budowy zapory na Dunajcu i spiętrzenia jego wód w latach 1935 - 1941.

Na tej starej widokówce z lat sześćdziesiątych (wysłał ją mój tata do swoich rodziców 😃) widać wyspę Grodzisko, popularnie zwaną Małpią Wyspą. Zanim zbudowano zaporę, wyspa nie była oczywiście wyspą, lecz wzniesieniem Pogórza Rożnowskiego.


Kobyle-Gródek. Jezioro Rożnowskie
fot. L. Święcki, Biuro Wydawnicze "Ruch"

Kilka lat później, na początku lat siedemdziesiątych, moi rodzice ponownie przyjechali nad Jezioro Rożnowskie, tym razem ze swoją małą córeczką, czyli ze mną. Sama niewiele pamiętam z tego pobytu, więcej wiem z rodzinnych opowiadań i z lektury korespondencji na pocztówkach. Mieszkaliśmy w takich domkach, jakie są widoczne na poniższej pocztówce.

Gródek nad Dunajcem.
Nad Jeziorem Rożnowskim
fot. T. Hermańczyk, Biuro Wydawnicze "Ruch"

A tu w kolorze, domki widoczne w prawym dolnym rogu. Zabawne, prawda? 😉

Kobyle-Gródek
Widok z tarasu restauracji na campingu.
wg fot. barwnej K. Kaczyńskiego, Biuro Wydawnicze "Ruch"

W tamtym czasie Wyspa była dostępna dla turystów. Na pocztówce wysłanej do rodziny mama donosiła, że pływamy na kajakach i żaglówce, a na Małpiej Wyspie jest przystań.

Kobyle-Gródek
Na Jeziorze Rożnowskim
wg  fot. barwnej K. Kaczyńskiego, Biuro Wydawnicze "Ruch"

W 1995 roku na terenie wyspy utworzono zespół przyrodniczo-krajobrazowy w celu ochrony licznych gatunków ptaków (około 165). Z tego względu obecnie obowiązuje bezwzględny zakaz przebywania na wyspie, a także podpływania do niej na odległość mniejszą niż 10 metrów.

Jezioro Rożnowskie
Widok z tarasu kawiarni "Relax"
fot. K. Kaczyński, Biuro Wydawniczo-Propagandowe RSW

W latach sześćdziesiątych Jezioro Rożnowskie było bardzo popularnym miejscem spędzania wakacji, przynajmniej dla mieszkańców Krakowa. Wśród starych pocztówek adresowanych do mojej mamy znalazłam wiele wysłanych właśnie stamtąd.


Najczęściej odwiedzaną wówczas miejscowością był Kobyle-Gródek (obecnie Gródek nad Dunajcem).

Fragment jeziora Rożnowskiego
fot. J. Wężyk, PTTK - Zakład Wytwórczy "Foto-Pam" w Jaśle

Leszek Mazan, były redaktor Przekroju w latach 1974-2000, z łezką w oku wspomina swoje wakacje nad Jeziorem Rożnowskim: 
"Dla mnie Gródek lat 50., 60., 70. pozostał na zawsze Naddunajską Riwierą, jeziorem położonym „Na wschód od Edenu” lub - cytując panią Fleszarową-Muskat - stolicą „Lata Nagich Dziewcząt”. Ech, bogać tam, panie, nagich. Chałup jeszcze wtedy nigdzie nie było, jedynym przykładem golizny był Lenin bez czapki, ale od czegóż na plaży zwanej Patelnią intensywna wyobraźnia…" *

Jezioro Rożnowskie
fot. G. Russ, PTTK - Zakład Wytwórczy "Foto-Pam" w Jaśle

"W latach 60. zakochał się w tych stronach krakowski wtedy „Przekrój” i drukował w odcinkach pachnący na milę Dzikim Zachodem cudowny komiks „Kobyle-Gródek story”." *

Jezioro Rożnowskie
fot. T. Chrzanowski, Biuro Wydawnicze "Ruch"

"Gmina nad jeziorem stała się sławna, modna, bogata w plaże, (...) obrastała ośrodkami wczasowymi wyższych uczelni i bogatych przedsiębiorstw, domkami kempingowymi, polami namiotowymi. Kierowniczką nowej restauracji „Tarasowa” mianowano panią Barbarę Sowę, która - że to bywalcy zmieniali chętnie nazwę na „Stara Sowa” - „wychodziła” przemianowanie na „Relaks”. *

Kobyle Gródek
Autora fot.  i wydawnictwa nie podano
Nad Jezioro Rożnowskie przyjeżdżała krakowska śmietanka, między innymi profesor Julian Aleksandrowicz, poeta Ludwik Jerzy Kern i jego żona Marta Stebnicka - aktorka i reżyserka.

"Z tamtych sławnych czasów pozostało niewiele, prawie nic. Chyba z wyjątkiem wielkiego Wojciecha Plewińskiego. Jednego z nielicznych, do końca wiernych sławie i chwale Kobyle-Gródka, Gródka nad Dunajcem." * - kończy swoje wspomnienia Leszek Mazan.

Jezioro Rożnowskie
fot. S. Arczyński, Biuro Wydawnicze "Ruch"

Drugi raz przyjechałam tutaj z przyjaciółką zaraz po osiemnastych urodzinach. To były takie pierwsze samodzielne wakacje.
I choć mieszkałyśmy u zaprzyjaźnionych gospodarzy pod ich dyskretną opieką, i tak czułyśmy się bardzo dorosłe. I jak to w tym wieku bywa, nadzwyczaj korzystałyśmy z tej dopiero co osiągniętej dorosłości ;)

Od tamtej pory już więcej nie byłam nad Jeziorem Rożnowskim.

Jezioro Rożnowskie
fot. A. Szymański, KAW

Planowałam napisać post o różnych jeziorach, nad którymi spędzałam wakacje. Okazało się jednak, że mam tak dużo pocztówek z Jeziorem Rożnowskim i jak widać trochę się rozpisałam. O innych jeziorach napiszę następnym razem 😉.



* https://dziennikpolski24.pl/kobylegrodek-moja-milosc/ar/12345079 ( dostęp: 4.07.2025)

środa, 17 lipca 2024

LATO W PRL - NA BASENIE

TROCHĘ WODY DLA OCHŁODY

Lato w pełni i kolejna fala upałów. Jeśli na parę dni spiekota odpuści można odetchnąć pełną piersią. Odwrotnie niż za "dawnych" czasów. 

Wspominam swoje wakacje z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, kiedy to wyczekiwało się paru gorących dni, aby można było spędzić je nad wodą i wreszcie  pochodzić w przewiewnych ubraniach z krótkim rękawem. Jednak większość lata bywała wtedy deszczowa i chłodna, dlatego często używaną garderobą były swetry i długie spodnie. Tak się składa, że niedaleko od mojego domu, w którym mieszkałam w dzieciństwie znajdował się odkryty basen, toteż gdy letnia pogoda sprzyjała, chodziliśmy tam, aby się popluskać i nacieszyć słońcem.

Dziś amatorzy kąpieli nie muszą czekać na odpowiednie warunki. Po prostu każdego roku lato oferuje w pakiecie tropikalny żar, który wręcz zmusza do szukania ochłody w wodzie. 

"Mój" basen prawdopodobnie nigdy nie został uwieczniony na widokówce, ale za to prezentuję kąpieliska z kilku innych miast. Pocztówki pochodzą z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Czy przedstawione na nich obiekty przetrwały do dzisiaj? Czy może zostały przebudowane i zmodernizowane, tak jak wspomniany przeze mnie basen mojego dzieciństwa?


Basen w Jaworzu. Stoły i ławeczki czekają, piękne położenie wśród drzew, tylko niewielu chętnych do skorzystania z tych atrakcji. Może to wczesna godzina, a może sezon jeszcze się nie zaczął? Pocztówka wysłana w 1965 roku, a zdjęcie pewnie zrobione jeszcze wcześniej.

JAWORZE - Basen kąpielowy,
fot. Z. Gamski, PTTK Zakład Wytwórczy "Foto-Pam" Wrocław


W Głubczycach przy ulicy Dworcowej już przed II wojną światową znajdował się basen. W czasach PRL-u przeżywał swoją świetność, potem popadł w ruinę. Został przebudowany i zmodernizowany w 2022 roku.

GŁUBCZYCE, Basen pływacki, 
wg fotografii barwnej K. Kaczyńskiego, Biuro Wydawnicze "RUCH"


Widoczny na poniższej widokówce basen to część Parku Kąpielowego w Wiśle. Obiekt został wybudowany na początku lat trzydziestych XX wieku. Wówczas był jednym z najnowocześniejszych obiektów tego typu w Polsce. W 1934 roku wybudowano murowaną, utrzymaną w stylu modernistycznym kawiarnię i szatnię dla hokeistów. Następnie ukończono budowę kortów tenisowych, które zimą służyły jako ślizgawka i lodowisko hokejowe. Przez lata kompleks sportowy służył okolicznym mieszkańcom oraz turystom, lecz upływ czasu oraz brak odpowiednich inwestycji doprowadził do zniszczenia i ruiny obiektu. W 2011 r. basen został zamknięty. Park został zrewitalizowany w 2021 roku i znowu jest jedną z atrakcji Wisły.

WISŁA, Basen pływacki,
wg fot. barwnej M. Raczkowskiego, Biuro Wydawnicze "RUCH"
 
Odkryty basen w Busku-Zdroju funkcjonował w pięknym Parku Zdrojowym. Z informacji w Internecie wynika, że obiekt już nie istnieje, ale w Parku planowane są  inwestycje, więc pewnie basen pojawi się w nowej odsłonie. 


BUSKO ZDRÓJ, Basen kąpielowy, 
 fot. J. Siudecki, Krajowa Agencja Wydawnicza.


Dwie kolejne widokówki przedstawiają kąpielisko "Fala" w Parku Śląskim w Chorzowie. Uroczyste otwarcie obiektu miało miejsce 12 czerwca 1966 roku i było to wtedy jedno z największych kąpielisk w Polsce. W pierwszym sezonie odwiedziło go aż 230 tysięcy osób. Cały obiekt składał się z pięciu basenów: olimpijskiego, małego do skoków, ze sztuczną falą, dla początkujących pływaków i dla nieumiejących pływać. Do tego dochodziły trzy dziecięce brodziki. Basen ze sztuczną falą wzorowany był na jednym z basenów na wyspie Małgorzaty w Budapeszcie.

KATOWICE-CHORZÓW, Kąpielisko "Fala" w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku,
fot. J Siudecki, Biuro Wydawnicze "RUCH"


Kompleks szybko zdobył renomę i opinię najlepszego tego typu ośrodka w województwie. Do dzisiaj kąpielisko "Fala" uznawane jest za wybitne osiągnięcie architektury sportowej. Miejsce cieszyło się ogromną popularnością. Były takie dni, że jednorazowo korzystało z niego około 25- 30 tysięcy amatorów kąpieli! 

Na początku lat dwutysięcznych "Fala"  zaczęła podupadać. W 2012 r. część basenów została zasypana. Ostatecznie obiekt został zamknięty w 2016 roku. Obecnie na jego miejscu powstaje nowe kąpielisko. 


KATOWICE-CHORZÓW, Kąpielisko "Fala" w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku,
wg fotografii barwnej M. Raczkowskiego, Biuro Wydawnicze "RUCH".

Źródło:
Informacje o historii basenów zaczerpnęłam z głębin Internetu 😉

PS
Dołączam kolejną widokówkę z basenem. (16.08.2024). Basen w Grudziądzu w Miejskim Ośrodku Rekreacji i Wypoczynku przy ulicy Za Basenem. 
Ale tłoczno!

GRUDZIĄDZ
Basen kąpielowy, fot. C. Woźny, wyd. KAW


Kolejne znalezisko na targu staroci  - 6.07.2025
Tym razem lata sześćdziesiąte.

BIAŁOGARD
Basen pływacki
fot. M. Raczkowski, A. Zborski, Biuro Wydawnicze "Ruch"


piątek, 14 lipca 2023

POCZTÓWKI Z PARYŻA

14 lipca Francja ma swoje Święto Narodowe, a ja w tym dniu wspominam podróż do Paryża, która miała miejsce dokładnie 32 lata temu!

Pocztówka, którą wysłałam rodzicom.
(... Oczywiście jesteśmy oczarowani Paryżem (...)

Tworzyliśmy wówczas grupę zaprzyjaźnionych młodych ludzi i często spotykaliśmy się. Podczas jednego ze spotkań ktoś rzucił pomysł wspólnego wyjazdu do Paryża. Ten wyjazd potem okazał się pod wieloma względami wyjątkowy. Była to nasza pierwsza podróż na Zachód. Wtedy w Polsce na początku lat dziewięćdziesiątych właśnie rozpoczęła się transformacja ustrojowa i gospodarcza, dla Polaków otwarły się granice i można było wyjeżdżać nie tylko do krajów byłego bloku komunistycznego. Byliśmy bardzo podekscytowani możliwością zobaczenia Zachodu, ale był pewien poważny problem: zbyt skromne środki finansowe. Musieliśmy obmyślić taki plan działania, który pomimo wszystko pozwoliłby nam na spełnienie naszych marzeń.

Podzieliliśmy się na dwie grupy: cztery osoby pojechały dzień wcześniej samochodem (starym fiatem 125 p) z misją znalezienia taniego noclegu. Pozostałe pięć osób miało wyjechać autokarem następnego dnia. Spotkanie zostało wyznaczone na Placu Zgody w Paryżu (do tego miejsca dojeżdżał autokar). 

Gdy spotkaliśmy się dwa dni później w umówionym miejscu, okazało się, że będziemy mieszkać 30 km od Paryża na campingu. Aby nas tam wszystkich dowieźć, kolega, który był kierowcą musiał zrobić dwa kursy. 


Fontanna na Placu Zgody (de la Place de la Concorde)
Ten Plac był miejscem naszego spotkania.
Ciekawe, czy autokary nadal mają tutaj swój końcowy postój.


Na campingu stanowiliśmy egzotyczne zjawisko, gdyż mieszkaliśmy w zwykłych namiotach (niektórzy w tzw. "chińskich dwójkach"), gdy tymczasem wokół nas dumnie stały wypasione kampery i przyczepy kampingowe. Choć miejsce bardzo nam się podobało i byliśmy pod wrażeniem warunków, jakich nigdy wcześniej nie spotkaliśmy na naszych polskich polach namiotowych (komfortowe łazienki z prysznicami i ciepłą (!) wodą) to jednak nie mogliśmy spędzać tu naszych wakacji! Naszym celem było zwiedzanie Paryża, a codzienne jeżdżenie  samochodem nie było możliwe z powodu kosztów. Opracowaliśmy metodę, którą stosowaliśmy przez kolejne dni naszego pobytu we Francji.

Po szybkim śniadaniu opuszczaliśmy camping i łapaliśmy stopa, aby dojechać do miejscowości, z której odjeżdżała podmiejska kolejka do Paryża. Ponieważ nasza grupa liczyła 9 osób, więc zawsze musieliśmy czekać, aż wszystkim uda się dojechać. Potem jechaliśmy kolejką do Paryża (mieliśmy wykupiony bilet tygodniowy), a tam po zaopatrzeniu się w całodzienne wyżywienie złożone z jednej bagietki i butelki napoju na osobę przez cały dzień zwiedzaliśmy. Wieczorem wracaliśmy kolejką do Chelles, skąd łapaliśmy stopa lub szliśmy na piechotę (około 10 km) na nasz camping. Tam zjadaliśmy obiadokolację. Mieliśmy mnóstwo energii, zapału i byliśmy przepełnieni radością i entuzjazmem. Przez dziesięć dni zwiedziliśmy i zobaczyliśmy wszystkie najważniejsze miejsca w Paryżu. Z podróży przywiozłam na pamiątkę zwyczajne turystyczne pocztówki, ale kiedy dziś je oglądam, wspominam  z łezką w oku tamtych młodych ludzi, którzy wyruszali na podbój Europy i Świata.


Katedra Notre-Dame
Pierwsze kroki skierowaliśmy oczywiście na wyspę Cite i ogromnej Katedry. Wielkie wrażenie zrobił na mnie ogrom tej budowli i całe jej wnętrze.

I'lle de la Cite
Pięknie położona wyspa i dziewięć mostów odchodzących od niej.

La Tour Eiffel
Symbol Paryża.
My niestety podziwialiśmy ją tylko z dołu. Stwierdziliśmy, że wjazd za dużo kosztuje :( 



Le Louvre
Za to, aż dwa dni spędziliśmy w Luwrze! Po jednym dniu zwiedzania wszyscy zgodnie uznaliśmy, że mamy niedosyt. No cóż, zbiory Muzeum liczą 350 000 dzieł sztuki!



Centre National d'Art de Culture Georges-Pompidou
Tu mieści się muzeum sztuki współczesnej. Niezapomniane wrażenie zrobiła na nas oczywiście niezwykła forma budynku.  



Le Musee d'Orsay
Zbiory muzeum zawierają głównie sztukę francuską z lat 1848-1918. Zobaczyć w takiej ilości dzieła największych sław  malarskich, to również było niesamowite przeżycie!



La Conciergerie
Więzienie, które w okresie Wielkiej Rewolucji Francuskiej zyskało nazwę "przedpokoju gilotyny". Ostatnie chwile przed śmiercią spędzili tu m.in. Maria Antonina, Danton, Robespierre.



La Sainte-Chapelle
Strzelista kaplica ozdobiona 1134 witrażami!
Wchodząc tam nie spodziewaliśmy się, że ujrzymy tak cudowny widok!


La Basilique du Sacre-Coeur
Położona na szczycie wzgórza Montmartre Bazylika Najświętszego Serca jest przepiękna!


L'Arc Triomphe
Obowiązkowo trzeba stanąć pod Łukiem Triumfalnym!


Versailles
Pod koniec naszej niezapomnianej podróży udało nam się jeszcze zwiedzić Pałac i ogrody w Wersalu.

DELTIOLOŻKA CZYLI FILOKARTYSTKA

Dziś  z okazji Światowego Dnia Pocztówki opowiem co nieco o moim hobby jakim jest zbieranie pocztówek, a które fachowo nazywa się deltiolog...